Bamburgh – król zamków
Po nocce spędzonej w Berwick-upon-Tweed ruszyliśmy rano na pierwszy zamek tego dnia: Bamburgh Castle. Już z daleka robi ogromne wrażenie — stoi na potężnej bazaltowej skale i wygląda tak, jakby ktoś zaprojektował idealną warownię do filmu. Monumentalny, dumny i widoczny z wielu kilometrów, bez problemu dominuje nad całym wybrzeżem.
Bamburgh to nie tylko efektowny zamek, ale też miejsce o wyjątkowo długiej historii. Już we wczesnym średniowieczu istniała tu warownia królestwa Bernicji, a później Northumbrii. W źródłach pojawia się nazwa Bebbanburh — od niej wywodzi się dzisiejsze Bamburgh. Dla fanów The Last Kingdom to szczególnie ciekawe miejsce, bo właśnie stąd wzięło się serialowe Bebbanburg.
To tutaj przez wieki skupiała się władza na północy Anglii. Z Bamburgh związany był między innymi król Oswald, a pobliskie Lindisfarne przypomina, jak ważną rolę region odgrywał w chrystianizacji Anglii. Po normańskim podboju powstała tu nowa twierdza, która później była rozbudowywana i wzmacniana. W 1464 roku zamek przeszedł do historii jako jeden z pierwszych w Anglii skutecznie ostrzelanych ciężką artylerią podczas Wojen Dwóch Róż — symboliczny moment końca epoki średniowiecznych fortec odpornych na wszystko.
W przeciwieństwie do wielu zamków na tym wybrzeżu Bamburgh nie jest ruiną. Dzięki XIX-wiecznej odbudowie, związanej z rodziną Armstrongów, dziś można oglądać nie tylko mury, ale też imponujące wnętrza. Wielkie sale, zbroje, broń i nawet XIX-wieczne windy hydrauliczne pokazują, że to miejsce łączy średniowieczny rozmach z późniejszą techniczną nowoczesnością.
Po zwiedzaniu zeszliśmy jeszcze na plażę i to był strzał w dziesiątkę. Spacerowaliśmy wzdłuż brzegu, podziwiając fale, szeroką linię piasku i sam zamek górujący nad wybrzeżem. Z tej perspektywy Bamburgh wygląda jeszcze potężniej niż z bliska. To jeden z tych widoków, które na żywo robią większe wrażenie niż na jakimkolwiek zdjęciu.













Bamburgh castle
Dunstanburgh – dramat na klifie
Drugim zamkiem tego dnia był Dunstanburgh Castle. Dojechaliśmy do rybackiej wioski Craster, a stamtąd ruszyliśmy pieszo — około 2 km wzdłuż wybrzeża. Chociaż jedna osoba z naszej ekipy twierdzili ,ze to 20 km 😄. I właśnie ten spacer robi połowę klimatu, bo Dunstanburgh nie pojawia się od razu. Najpierw jest morze, wiatr, trawa uginająca się pod podmuchami, a potem nagle na horyzoncie wyrastają samotne ruiny uczepione klifu.
To jeden z tych zamków, które bardziej się czuje, niż tylko ogląda. Surowy, odizolowany, bez dachu i bez wygód, ale z atmosferą, której nie da się podrobić. Niestety nie weszliśmy do środka ponieważ zamek był już zamknięty, wiec pozostało nam delektowanie się jego wyglądem tylko z zewnątrz.
Dunstanburgh zaczął budować około 1313 roku Thomas, hrabia Lancaster — jeden z najpotężniejszych baronów w Anglii, kuzyn Edwarda II i zarazem jego polityczny przeciwnik. To nie była zwykła twierdza obronna. Owszem, położenie nad morzem i na trudnym terenie miało znaczenie strategiczne, ale sam zamek był też manifestem potęgi, ambicji i buntu. Miał pokazywać, że jego właściciel może pozwolić sobie na coś większego i bardziej imponującego niż większość możnych, a może nawet sam król.
Thomas jednak przegrał polityczną rozgrywkę. Po klęsce buntu w 1322 roku został schwytany i stracony za zdradę. Według późniejszej tradycji egzekucja miała być wyjątkowo brutalna, a jego duch do dziś ma błąkać się po ruinach. Po jego śmierci zamek nie został ukończony zgodnie z pierwotnym planem, co tylko dodaje mu dziś tej charakterystycznej, niedomkniętej surowości.
W XV wieku Dunstanburgh odegrał jeszcze swoją rolę podczas Wojen Dwóch Róż. Był oblegany kilkukrotnie i stał się jednym z przykładów tego, jak zmieniała się sztuka prowadzenia wojny. Potężne mury przestawały być gwarancją bezpieczeństwa, bo coraz większą rolę odgrywała artyleria. Z czasem warownia popadła w ruinę, ale w epoce romantyzmu właśnie ta ruina stała się jej siłą — Dunstanburgh zaczął funkcjonować jako symbol dzikiego, północnego krajobrazu.
Jakby tego było mało, zamek dorobił się własnych legend. Najsłynniejsza opowieść mówi o Sir Guyu the Seeker, który miał szukać tu uwięzionej damy i obudzić siły, których nie powinien ruszać. Przy takim wietrze, huku fal i pustce wokół naprawdę łatwo uwierzyć, że te ruiny nie są do końca opuszczone.










Dunstanburgh Castle
Jeden dzień, dwa zupełnie różne zamki
Ta trasa świetnie pokazuje, jak różne potrafią być zamki Northumberland. Bamburgh jest monumentalny, królewski i pełen historii związanej z początkami Northumbrii. Dunstanburgh jest bardziej dziki, melancholijny i dramatyczny — mniej „pałacowy”, a bardziej filmowy i surowy.
Cały dzień ułożył się więc tak: po noclegu w Berwick-upon-Tweed najpierw pojechaliśmy do Bamburgh, potem ruszyliśmy do Craster i dalej pieszo do Dunstanburgh, a po wszystkim wróciliśmy do Edinburgh. Intensywnie, wietrznie i momentami bardzo chłodno, ale zdecydowanie warto.